czwartek, 30 maja 2013

4. Prawie go nie znam

Justin's POV

Na wyświetlaczu mojego telefonu zobaczyłem nieznany numer.
- Słucham - powiedziałem i od razu się uśmiechnąłem słysząc Alice po drugiej stronie.
- H-hej - odpowiedziała niepewnie.
- Co tam?
- W porządku...to znaczy...- westchnęła - Możemy się spotkać?
- Hmm. Dobrze. Kiedy i gdzie?
- Za godzinę... gdzie byś chciał się spotkać?
Pomyślałem chwilę. Nie znam prawie żadnych miejsc w Atlancie. Szybciej się zgubię niż gdzieś dojdę.
- U mnie?

* * *
Godzinę później zadzwonił dzwonek do drzwi. Szybko zbiegłem po schodach, przeczesałem dłonią włosy i otworzyłem drzwi.
- Cześć Alice.
- Cześć - powiedziała z uśmiechem - Nie myliłam się, mieszkasz bardzo blisko mnie - zachichotała.
- Będziemy mogli razem wracać ze szkoły - wypaliłem, czerwieniąc się.
Cholera, nienawidzę tego, że co chwilę się czerwienie.
- O ty porozmawiamy później - odpowiedziała rozbawiona - a teraz możemy porozmawiać o...
- Jasne - przerwałem jej - Chodźmy do mojego pokoju. Tędy - wskazałem palcem na schody.
- Jesteś sam w domu? - spytała, gdy wchodziliśmy do mojego pokoju.
- Mieszkam z mamą, ale nie ma jej w domu, więc jesteśmy tu sami.
- Mogę się o coś zapytać? - zaczęła nieśmiało
Usiadłem na łóżku po czym pokiwałem głową twierdząco, czekając na pytanie.
- Zauważyłam, że jesteś bardzo spokojny i nieśmiały, więc dlaczego naskoczyłeś na Christiana kiedy nazwał mnie...suką?
Dopiero się poznaliśmy, a ona pyta mnie o jedną z moich największych tajemnic. Zastanawiałem się co zrobić. Powiedzieć prawdę, czy coś wymyślić. Z drugiej strony ona wydawała mi się być naprawdę w porządku. Postanowiłem jej nie oszukiwać.
- Wiesz...- powiedziałem oblizując usta - Zawsze byłem nieśmiały i to się chyba nigdy nie zmieni, ale gdy widzę, że ktoś chociażby wyzywa jakąś kobietę po prostu nie wytrzymuję. Mój ojciec...- ścisnąłem pięści, aby powstrzymać złość -...mój ojciec bił moją mamę 2 lata. Potem się rozwiedli i razem z mamą przeprowadziliśmy się tu. Do dziś mam przed oczami sceny z tamtych czasów, kiedy siedziałem w pokoju i słyszałem co się dzieje na dole. Moja mama nigdy nie pozwoliła żeby on mnie skrzywdził, natomiast sama...- moje oczy się zaszkliły.
Poczułem ciepłą dłoń Alice na swojej.
- Rozumiem - wyszeptała - nie myśl o tym teraz, przepraszam że wypytuję Cię o takie sprawy .
W jej głosie dało się słyszeć troskę. Przyglądnąłem się jej. Była na prawdę piękna. Miała brązowe włosy opadające na ramiona, które dodawały jej niesamowitego uroku. Policzki, wcześniej zaróżowione od zimna powoli wracały do swojego koloru. W jej brązowych oczach można było się zakochać, a...
- Mam coś na twarzy? - spytała, a ja zorientowałem się, że wpatruję się w nią jak głupi.
- Yy, nie...zamyśliłem się - moją twarz oblał lekki rumieniec - Teraz porozmawiajmy o tobie, przecież po to tu przyszłaś - powiedziałem lekko się uśmiechając.
- Nie chcę Cię obarczać moimi problemami, ale po prostu wydajesz mi się być w porządku...
To zabawne, ale przed chwilą to samo pomyślałem o niej.
-...dlatego jeśli nie chcesz, abym Ci się wyżalała, po prostu mi powiedz, okej?
- Okej - powiedziałem posyłając jej szczery uśmiech, który odwzajemniła.

Alice's POV

Z minuty na minutę wydawał mi się być coraz fajniejszy. Może fajniejszy to złe określenie, ale odnajdywałam w nim prawdziwego przyjaciela. Opowiedziałam mu co czuję, mimo że znamy się dopiero parę dni. Widziałam, że na prawdę obchodzi go to co do niego mówię. Przy nim czułam się jakoś inaczej... Przez myśl kilka razy mi przeszło to, że mogła bym się w nim zakochać, ale nie myślałam o tym długo.
Robiło się coraz ciemniej na polu.
- Tak miło mi się rozmawia, ale będę już musiała iść.
- Faktycznie, już 22.30 - powiedział przegryzając wargę - Jeśli chcesz to Cię odprowadzę.
- To bardzo miło z twojej strony, z chęcią porozmawiam sobie z tobą jeszcze trochę - zaśmiałam się.
Nie wiem co ten chłopak ze mną robi. Prawie go nie znam, ale czuję się przy nim bardzo dobrze. Uspokoiłam się, nie martwiłam o nic i po prostu rozmawialiśmy jak starzy, dobrzy przyjaciele.
- Więc chodźmy - uśmiechnął się.
Zauważyłam, że Justin powoli zaczął nabierać pewności siebie. Nie rumieni się ciągle, tak jak wtedy kiedy spotkałam go za pierwszym razem. Nie jąka się. Zamiast tego zaczął często oblizywać i przegryzać wargę, co mi się bardzo podoba.

- Brr, jak zimno - powiedziałam wychodząc na zewnątrz.
- Jeśli chcesz...- zaczął niepewnie Justin -...mogę dać Ci moją bluzę.
Chyba się zarumieniłam. On jest taki słodki kiedy jest nieśmiały i jeszcze zaproponował mi pożyczenie swojej bluzy
- Jeśli to nie był by dla Ciebie problem - powiedziałam.
- Żaden problem - uśmiechnął się i ściągnął swoją bluzę - Trzymaj.
Ubrałam ją. Była strasznie ciepła i na dodatek fioletowa. Mój ulubiony kolor to fioletowy i wydaje mi się, że Justina też.
- Dziękuję, teraz możemy iść - powiedziałam uśmiechnięta.
- Więc opowiadałaś mi, o zajęciach dodatkowych w szkole.
- Tak, jest mnóstwo zajęć, zależy na jakie chciał byś chodzić.
- Na przykład na koszykówkę.
Chris. Kapitan drużyny koszykarskiej. Ze wszystkich kółek Justin pomyślał akurat o tych.
- Lubisz grać w kosza? - spytałam zaciekawiona.
- Tak! - na jego twarzy pojawił się ogromny usmiech - Jeszcze pytasz. W Stratford, kiedy inni grali na komputerach ja rzucałem piłką do kosza, a czasami w nocy nawet z nią spałem -zaśmiał się.
Obserwowałam go. Widziałam to szczęście w jego oczach kiedy mówił o koszykówce. Byłam pewna, że jeśli pójdzie na te zajęcia to pokaże Chrisowi kto jest mistrzem.
- Zagramy kiedyś? -spytałam przeczesując włosy dłonią.
- Ale wiesz, że i tak przegrasz? - zaśmiał się pokazując swoje białe zęby.
- Ha ha ha, nie była bym tego taka pewna.

Śmialiśmy się przez całą drogę do mojego domu. Stwierdzam, że Justin ma świetne poczucie humoru i w jego towarzystwie nie można się nudzić.
- Jesteśmy na miejscu - wskazałam palcem mój dom.
- Wow, już? Faktycznie mieszkamy blisko siebie.
Zaśmiałam się.
- Co? - spytał zdziwiony.
- Nic, po prostu tysiąc razy wolę Cię takiego zabawnego niż tamtego nieśmiałego.
- W twoim towarzystwie potrafię sie wyluzować i się nie czerwienić co chwilę. Nie wiem co ty ze mną robisz - zachichotał.
- Cieszę się, że tak na ciebie działam - uśmiechnęłam się - Więc spotkamy się jutro w szkole?
- Tak - oblizał usta - Dzięki za dzisiejszy wieczór.
- To ja dziękuję. Było zabawnie - zaśmiałam się - Dobranoc?
- Dobranoc - powiedział.
- Do jutra - powiedziałam całujac go w policzek.


____________
A więc było dziś trochę z perspektywy Justina. Jak wam się podobało? Piszcie, komentujcie, jestem bardzo ciekawa.


DZIĘKUJĘ ZA PRZECZYTANIE
@bieberrar

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz