Alice's POV
- Al, pobudka, pora wstawać - ze snu wyrwał mnie głos mojej mamy.
Aghrr. Dlaczego nie mogę chociaż raz nie iść do szkoly?
- Mamo, jeszcze 5 minut - mruknelam zaspana.
- Mówiłaś tak 15 minut temu. Wstawaj, szybko.
- Okej, okej - powiedziałam przewracajac się na drugi bok.
- Alice Allison Blake! Za 5 minut widzę Cię na dole na śniadaniu - krzyknęła trzaskając drzwiam.
Popatrzyłam na zegarek w telefonie, 7:38. Nie jest źle - powiedziałam do siebie.
Zaczęłam wstawać. Założyłam fioletowe rurki, białą bluzkę z napisem
,,OMG", a na stopy wysunęłam czarne trampki. Poszlam do łazienki kiedy
usłyszałam dźwięk przechodzącego sms'a.
Od: Justin:)
Chyba się dziś nie spotkamy, bo nie idę do szkoły. Przeziębienie.
Ciągle kicham. To miał być mój drugi dzień w szkole... Miłej nauki
kochana.
Przecież wczoraj wieczorem było zimno a on dał mi swoją bluzę. Albo mi się wydaje albo przeziębił się przeze mnie.
Do: Justin:)
Trzymaj się i wracaj do zdrowia. Może wpadnę po lekcjach do ciebie? Mogę?
Po dwóch minutach dostałam odpowiedź.
Od: Justin:)
Dzięki. Pewnie będę się nudził w domu, więc przyda mi się towarzystwo.
Wystukałam na klawiaturze ,, To do zobaczenia" i poszlam na śniadanie.
* * *
Usiadłam w ławce i czekałam na nauczyciela.
Matematyka z panem Jones to coś co lubię najbardziej. Czujecie ten sarkazm?
- Hejka, Alice - powiedziała uśmiechnięta Kate.
Wszystko w moim żołądku się przewróciło. Czy ona sobie ze mnie kurwa
kpi? Mogła by chociaż nie udawać, że dalej jest moją przyjaciółką.
Zaraz, zaraz, przecież ona nawet się nie zorientowała, że widziałam ją z
Chrisem. Jestem ciekawa, czy się przyzna. Oj, jestem bardzo ciekawa.
- Cześć kochana - odpowiedziałam z wymuszonym uśmiechem.
- Albo mi się wydaje, albo coś się stało.
Oh, jaka spostrzegawcza.
- Zupełnie nic. Wszystko jest w idealnym porządku - powiedziałam
sarkastycznie. -Opowiadaj lepiej co u ciebie. Co tam musiałaś wczoraj
wziąć z szafki?
- Eee - na jej twarzy pojawiło się zmieszanie - Wczoraj? Z szafki?
- Mhm - mruknęłam.
- Ah, tak! Przypominam sobie. Wzięłam strój na wuefu - odpowiedziała uradowana.
Tą odpowiedź pominęłam milczeniem. Zaraz wszedł nauczyciel i w całej
klasie zrobiło się cicho. Wszyscy wyciągnęli zeszyty i zaczęli coś
pisać, tymczasem ja ciągle zastanawiałam się jak mogłam się tak oszukać.
Nie mam pojęcia ile TO coś trwa między Kate a Chrisem, ale ona nieźle
kłamała. Strój do wuefu? Ona od początku roku ani razu nie ćwiczyła
zawsze wykręcając się, że nie ma stroju. Chyba nie ma większej idiotki
na tej planecie ode mnie. Być tak wykorzystaną przez dwie najbliższe mi
osoby...
- Co? - syknęłam, kiedy poczułam jak ,,moja przyjaciółka" trąca mnie w łokieć.
- Masz - szepnęła podając mi liścik.
Zawsze całymi lekcjami pisałyśmy liściki na lekcji, ale teraz zupełnie nie mam na to ochoty. Nie z nią. Eh.
Jesteś na mnie o coś zła? -przeczytałam, po czym szybko odpisałam.
Nie. A powinnam być?
Podałam jej liścik, a ona czytając go zrobiła się cała czerwona. Cicho się zaśmiałam i czekałam na odpowiedź.
Nie
Wow, co za wysiłek. Brawo Kate.
Po chwili "moja przyjaciółka" zaczęła się wiercić. Zobaczyłam, że
wyciąga telefon i pisze sms'a. DO CHRISA. Patrząc jej przez ramię
zobaczyłam kawałek treści wiadomości ,,...chyba zaczyna się
domyślać...". Jeśli chodziło o mnie, to szybko się zorientowała.
Dzwonek zadzwonił więc wyszłam z klasy.
- Kochanie! - usłyszałam za sobą.
Czy mi się wydaje czy to głos Chrisa? Cholera, ma koleś tupet!
- Cześć Alice. Co tam skarbie? - powiedział przysuwając się by mnie pocałować.
Zrobiłam krok do tył a na jego twarz wkradł się wyraz zdziwienia.
- Coś nie tak?
- Wszystko jest w idealnym porządku. Już mówiłam to Kate. Nie napisała Ci tego? Oh, jaka szkoda - powiedziałam po czym odeszłam.
- Alice! - krzyknął.
Nie zwracałam na to uwagi. Poszłam na stołówkę i dosiadłam się do Caitlin.
- Co tam Al? - spytała zdrabniając moje imię.
- Szczerze? Chyba gorzej być nie może.
Caitlin znałam już kilka lat. Czasami rozmawiałyśmy na przerwach, ale
nic poza tym. Wydawała mi się być całkiem w porządku, dlatego opowiedziałam jej o całej historii.
- Wydaje mi się, że są zwykłymi śmieciami. Prawdziwa przyjaciółka się
tak nie zachowuje, a chłopak...cóż Christian jest, był i zawsze będzie zwykłym palantem.
Obie spojrzałyśmy w kierunku drzwi stołówki, kiedy się otworzyły. Stał w
nich "mój chłopak". Rozglądnął się chwilę, aż w końcu mnie zauważył.
- Ughh - westchnęłam - Palant tu idzie.
- Nie daj się zdenerwować - szepnęła.
Łatwo powiedzieć. Już na sam jego widok wszystko się we mnie gotowało.
- Alice, co się dzieje? O co Ci chodzi? - powiedział przejęty.
Czy już mówiłam, że on ma niesamowity tupet? Szkoda tylko, że nie ma sumienia.
- Jestem zajęta. Nie zauważyłeś? - odpowiedziałam oschle.
Popatrzył na mnie, na Caitlin i znowu na mnie.
- Możemy porozmawiać na osobności?
- Nie mam przed nią tajemnic - powiedziałam wskazując palcem na nią.
Westchnął oblizując usta.
- Co powiesz na kino dzisiaj wieczorem?
Zaraz mnie coś trafi. Tu na miejscu. Niech go ktoś stąd zabierze, bo nie ręcze za siebie.
- A Kate nie może? - syknęłam.
- Co ona ma do tego? Ty jesteś moją dziewczyną. Z Tobą chcę spędzać czas.
- Czyżbyś nagle sobie o mnie przypomniał? Za późno - rzuciłam wstając od stolika i odchodząc.
Stał tam chwilę ze zdziwieniem wymalowanym na twarzy.
Oficjalnie mogę przyznać, że on już mnie nie obchodzi. Tak jak i ,,moja
przyjaciółka". Są siebie warci, więc niech ze sobą będą. Ja się w to nie
mieszam. Dziś zaczynam nowy rozdział moim życiu. Mam już pewien plan od
czego zacznę - uśmiechnęłam się pisząc sms'a.
Do: Justin:)
Mam dla ciebie niespodziankę.
Dzwonek zadzwonił, więc pobiegłam szybko do klasy. Usiadłam z Caitlin,
przez co zarobiłam od Kate zdezorientowanym spojrzeniem. Nie obchodziło
mnie to. Przegadałyśmy razem całą lekcję. Przyznała mi się, że podoba
jej się ,,ten nowy". To jest zabawne bo mi też, do czego również jej się
przyznałam, przez co zaczęłyśmy chichotać.
* * *
Podchodząc do drzwi nacisnęłam dzwonek. Czekałam chwilę, po czym otworzyła mi kobieta.
- Dzień dobry - przywitałam się - Przyszłam do Justina.
- Dzień dobry, ty pewnie jesteś Alice?. - spytała uśmiechając się ciepło - Jestem Pattie, mama Justina.
Przyglądnęłamsię jej. Była koło trzydziestki, miała dosyć długie brązowe włosy i niezwykły uśmiech. Od razu ją polubiłam.
- Mamo, kto przyszedł? - usłyszałam z góry zachrypnięty głos Justina.
- On już na Ciebie czeka więc nie zatrzymuję Cię - powiedziała do mnie mrugając okiem.
Szybko poszłam schodami do góry i zapukałam do jego pokoju.
- Proszę - usłyszałam, po czym weszłam.
Widząc mnie, na jego twarzy od razu pojawił się uśmiech.
- Justin, cześć, jak się czujesz? - powiedziałam przytulając go.
- Leepiej niż rano,
miło że pytasz. - odpowiedział posyłając mi delikatny uśmiech.
Patrzyłam na niego, patrzyłam i patrzyłam. Obserwowałam jak się
rumienił, obserwowałam jak się uśmiechał, obserwowałam jak oblizuje
wargi, obserwowałam...
Z rozmyślał wyrwał mnie głos Justina.
- Alice! Jesteś tu?
- Em, um...tak, zamyśliłam się, przepraszam...
- Nie ma sprawy. Co tam dziś w szkole było? - spytał.
Zastanawiałam się, czy powiedzieć mu co postanowiłam. Zdecydowałam, że nie będę mu wszystkiego zdradzać.
- Było nudno, bo nie było Ciebie. Co z tego, że tylko raz byłeś w
szkole, już zdążyłam się do Ciebie przyzwyczaić - zaśmiałam się.
- Ja też się cały dzień nudziłem... - westchnął -...ale myślę, że jutro
pójdę do szkoły - powiedział przeczesując ręką swoje włosy.
Nie chcę nic mówić, ale to mi się podoba. Może on tego nie wie, ale
wywołuje ciarki na moim ciele. Alice, uspokój się, to tylko przyjaciel. Kogo ty okłamujesz? Czyjkolwiek jest ten głos w mojej głowie, niech się zamknie. Justin podoba mi się tylko troszeczkę i... Dobrze wiesz, że to nie prawda. Co to za głos do cholery? Ty...ty głosie, zamknij się.
- Czytałeś mojego sms'a? - spytałam z łobuzerskim uśmiechem.
- Podobno masz dla mnie jakąś niespodziankę - odpowiedział zaciekawiony.
- Mhm, tylko...tylko nie wiem, czy możesz wyjść na pole. Możesz? -powiedziałam posyłając mu niepewny uśmiech.
- Pewnie, że mogę - zaśmiał się - Ale boję się trochę tej niespodzianki.
* * *
- Nie otwieraj oczu! Jeszcze kawałek - krzyknęłam.
- Gdzie my idziemy - powiedział uśmiechając się i pokazując wszystkie swoje białe zęby.
- Niespodzianka, już mówiłam - zachichotałam
- Ale... Ale jakiego rodzaju ta niespodzianka? Co jeśli mi się nie spodoba? - mówił, ale uśmiech nie schodził z jego twarzy.
- Spodoba ci się, na pewno. Skręcamy teraz w lewo - powiedziałam ciągnąc go za rękę.
- Mam tylko nadzieję, że nigdzie mnie nie porwiesz.
- Ha ha, bardzo śmieszne. Jeszcze sekunda.
- Sekunda minęła - powiedział rozbawiony.
- A my jesteśmy na miejscu - odpowiedzialam z uśmiechem.
- Ej, ale nie otwieraj oczu - dodałam - Poczekaj tu na mnie, tylko nie podglądaj!
Justin's POV
- Alice, długo jeszcze? - spytałem, ale chyba sam siebie bo ciągle jej nie było.
Byłem gdzieś, bo nawet nie wiem gdzie jestem. Ona i ta jej
niespodzianka. Co to jest że miałem zamknąć oczy i gdzieś pójść. Eh,
obiecałem że nie będę podglądał i nie podglądałem. Do teraz. Otworzyłem
oczy i rozejrzałem się. Byłem za jakimś czerwonym domem. Wokół było
mnóstwo drzew i kwiatów. Wdychając powietrze nosem poczułem ich niesamowity zapach. Nie to żeby coś, ale w dzieciństwie razem z rodzicami
jeździliśmy na łąki gdzie było mnóstwo kwiatów. One są zapachem mojego
dzieciństwa, do dziś lubię pójść na łąkę, wdychać zapach kwiatów, relaksować się i o
niczym nie myśleć.
- Justin! - usłyszałem wołającą Alice i od razu zamknąłem oczy.
- O, widzę że nie otworzyłeś oczu. To fajnie, ale teraz zrób to i się odwróć.
Zrobiłem co mi kazała i...nie mogłem uwierzyć w to co widzę. Przede mną
było boisko do gry w kosza, a Alice była ubrana w bokserke z napisem
,,Gotowy na pojedynek?"
- A...Al...- odebrało mi mowę.
Dla każdego innego człowieka taka niespodzianka mogła by okazać się
czymś nudnym, ale dla mnie... Ona chyba zrozumiała o co mi chodziło gdy
opowiadałem o koszykówce. Nie grałem już półtorej miesiąca co było dla mnie
czymś okropnym, bo jest to moje uzależnienie.
- To co, Bieber. Gotowy na pojedynek? - Spytała z chytrym uśmiechem - Obiecałeś, że zagramy więc się teraz...- chciała dokończyć
kiedy jej przegrałem, przytulając ją.
Przyznam, że chciałem ją pocałować, ale nie wydaje mi się by to się jej spodobało.
- Aww, czyżby aż tak spodobała Ci się moja niespodzianka? - powiedziala uśmiechając się swoim pięknym uśmiechem.
- Nawet sobie nie wyobrazasz jak bardzo za tym tęskniłem. Dziękuję za
to, jesteś kochana - odpowiedziałem i o dziwo nie zarumienilem się.
- Bieber, Bieber... Mówiłam, że ci się spodoba...
- Ale nie widzialem, że aż tak - powiedziałem łapiąc ją w talii i przyciągając do siebie.
- Um...cieszę się...że...- zaczęła mówić niepewnie kiedy nasze twarze dzieliły od siebie zaledwie milimetry.
Alice's POV
Widzialam to szczęście na twarzy Justina kiedy pokazalam mu boisko. Sama
lubię grać, dlatego kiedyś namówiłam rodziców na zrobienie go za domem.
Muszę przyznać, że sama nigdy się z niego nie cieszylam tak jak on
przed chwilą.
- Bieber, Bieber. Mówiłam, że ci się spodoba... - Powiedziałam kiedy on nagle złapał mnie w talii i przyciągnął do siebie.
Nasze twarze dzieliły tylko centymetry. Wpatrywałam się w jego cudownie
karmelowe oczy, widzialam w nich radość, ale widziałam też jak
obserwował moją twarz przez co lekko się zarumieniłam.
- Um...cieszę się...że...- chciałam coś powiedzieć, ale zupełnie nie wiedziałam co.
- Mhm - szepnął tylko przysuwając się do mnie jeszcze bardziej.
Popatrzyłam na jego usta. Były takie niesamowite. Jedyne o czym myślałam to to, że chcę go pocałować.
Zbliżyłam się bardziej, zaczęłam czuć ciepły oddech Justina na swojej twarzy.
- Jus...
Sama nie wiem kiedy to się stało. Po prostu nagle nasze usta się
połączyły. Justin całował delikatnie, ale namiętnie. Oplotłam swoją ręką
jego szyję, a on położył ręce na mojej talii. Ten pocałunek był taki
magiczny. Byliśmy całkowicie zajęci całowaniem, kiedy usłyszeliśmy
głośne chrząknięcie za sobą. Obydwoje równocześnie się odwróciliśmy,
przerywając tą niesamowitą chwilę.
- Nie przeszkadzam? - spytał wyraźnie zdenerwowany tata.
____________
Witam po długiej nieobecności. Napisałam ten rozdział i jeśli komukolwiek się spodoba to będę kontynuowała opowiadanie, ale jesli nie to...to usunę bloga :)
Więc napiszcie szczerze czy wam sie podoba, czy nie, czy chcecie żebym kontynuowała pisanie itd.
Buziaki <3
sobota, 30 listopada 2013
czwartek, 30 maja 2013
4. Prawie go nie znam
Justin's POV
Na wyświetlaczu mojego telefonu zobaczyłem nieznany numer.
- Słucham - powiedziałem i od razu się uśmiechnąłem słysząc Alice po drugiej stronie.
- H-hej - odpowiedziała niepewnie.
- Co tam?
- W porządku...to znaczy...- westchnęła - Możemy się spotkać?
- Hmm. Dobrze. Kiedy i gdzie?
- Za godzinę... gdzie byś chciał się spotkać?
Pomyślałem chwilę. Nie znam prawie żadnych miejsc w Atlancie. Szybciej się zgubię niż gdzieś dojdę.
- U mnie?
* * *
Godzinę później zadzwonił dzwonek do drzwi. Szybko zbiegłem po schodach, przeczesałem dłonią włosy i otworzyłem drzwi.
- Cześć Alice.
- Cześć - powiedziała z uśmiechem - Nie myliłam się, mieszkasz bardzo blisko mnie - zachichotała.
- Będziemy mogli razem wracać ze szkoły - wypaliłem, czerwieniąc się.
Cholera, nienawidzę tego, że co chwilę się czerwienie.
- O ty porozmawiamy później - odpowiedziała rozbawiona - a teraz możemy porozmawiać o...
- Jasne - przerwałem jej - Chodźmy do mojego pokoju. Tędy - wskazałem palcem na schody.
- Jesteś sam w domu? - spytała, gdy wchodziliśmy do mojego pokoju.
- Mieszkam z mamą, ale nie ma jej w domu, więc jesteśmy tu sami.
- Mogę się o coś zapytać? - zaczęła nieśmiało
Usiadłem na łóżku po czym pokiwałem głową twierdząco, czekając na pytanie.
- Zauważyłam, że jesteś bardzo spokojny i nieśmiały, więc dlaczego naskoczyłeś na Christiana kiedy nazwał mnie...suką?
Dopiero się poznaliśmy, a ona pyta mnie o jedną z moich największych tajemnic. Zastanawiałem się co zrobić. Powiedzieć prawdę, czy coś wymyślić. Z drugiej strony ona wydawała mi się być naprawdę w porządku. Postanowiłem jej nie oszukiwać.
- Wiesz...- powiedziałem oblizując usta - Zawsze byłem nieśmiały i to się chyba nigdy nie zmieni, ale gdy widzę, że ktoś chociażby wyzywa jakąś kobietę po prostu nie wytrzymuję. Mój ojciec...- ścisnąłem pięści, aby powstrzymać złość -...mój ojciec bił moją mamę 2 lata. Potem się rozwiedli i razem z mamą przeprowadziliśmy się tu. Do dziś mam przed oczami sceny z tamtych czasów, kiedy siedziałem w pokoju i słyszałem co się dzieje na dole. Moja mama nigdy nie pozwoliła żeby on mnie skrzywdził, natomiast sama...- moje oczy się zaszkliły.
Poczułem ciepłą dłoń Alice na swojej.
- Rozumiem - wyszeptała - nie myśl o tym teraz, przepraszam że wypytuję Cię o takie sprawy .
W jej głosie dało się słyszeć troskę. Przyglądnąłem się jej. Była na prawdę piękna. Miała brązowe włosy opadające na ramiona, które dodawały jej niesamowitego uroku. Policzki, wcześniej zaróżowione od zimna powoli wracały do swojego koloru. W jej brązowych oczach można było się zakochać, a...
- Mam coś na twarzy? - spytała, a ja zorientowałem się, że wpatruję się w nią jak głupi.
- Yy, nie...zamyśliłem się - moją twarz oblał lekki rumieniec - Teraz porozmawiajmy o tobie, przecież po to tu przyszłaś - powiedziałem lekko się uśmiechając.
- Nie chcę Cię obarczać moimi problemami, ale po prostu wydajesz mi się być w porządku...
To zabawne, ale przed chwilą to samo pomyślałem o niej.
-...dlatego jeśli nie chcesz, abym Ci się wyżalała, po prostu mi powiedz, okej?
- Okej - powiedziałem posyłając jej szczery uśmiech, który odwzajemniła.
Alice's POV
Z minuty na minutę wydawał mi się być coraz fajniejszy. Może fajniejszy to złe określenie, ale odnajdywałam w nim prawdziwego przyjaciela. Opowiedziałam mu co czuję, mimo że znamy się dopiero parę dni. Widziałam, że na prawdę obchodzi go to co do niego mówię. Przy nim czułam się jakoś inaczej... Przez myśl kilka razy mi przeszło to, że mogła bym się w nim zakochać, ale nie myślałam o tym długo.
Robiło się coraz ciemniej na polu.
- Tak miło mi się rozmawia, ale będę już musiała iść.
- Faktycznie, już 22.30 - powiedział przegryzając wargę - Jeśli chcesz to Cię odprowadzę.
- To bardzo miło z twojej strony, z chęcią porozmawiam sobie z tobą jeszcze trochę - zaśmiałam się.
Nie wiem co ten chłopak ze mną robi. Prawie go nie znam, ale czuję się przy nim bardzo dobrze. Uspokoiłam się, nie martwiłam o nic i po prostu rozmawialiśmy jak starzy, dobrzy przyjaciele.
- Więc chodźmy - uśmiechnął się.
Zauważyłam, że Justin powoli zaczął nabierać pewności siebie. Nie rumieni się ciągle, tak jak wtedy kiedy spotkałam go za pierwszym razem. Nie jąka się. Zamiast tego zaczął często oblizywać i przegryzać wargę, co mi się bardzo podoba.
- Brr, jak zimno - powiedziałam wychodząc na zewnątrz.
- Jeśli chcesz...- zaczął niepewnie Justin -...mogę dać Ci moją bluzę.
Chyba się zarumieniłam. On jest taki słodki kiedy jest nieśmiały i jeszcze zaproponował mi pożyczenie swojej bluzy
- Jeśli to nie był by dla Ciebie problem - powiedziałam.
- Żaden problem - uśmiechnął się i ściągnął swoją bluzę - Trzymaj.
Ubrałam ją. Była strasznie ciepła i na dodatek fioletowa. Mój ulubiony kolor to fioletowy i wydaje mi się, że Justina też.
- Dziękuję, teraz możemy iść - powiedziałam uśmiechnięta.
- Więc opowiadałaś mi, o zajęciach dodatkowych w szkole.
- Tak, jest mnóstwo zajęć, zależy na jakie chciał byś chodzić.
- Na przykład na koszykówkę.
Chris. Kapitan drużyny koszykarskiej. Ze wszystkich kółek Justin pomyślał akurat o tych.
- Lubisz grać w kosza? - spytałam zaciekawiona.
- Tak! - na jego twarzy pojawił się ogromny usmiech - Jeszcze pytasz. W Stratford, kiedy inni grali na komputerach ja rzucałem piłką do kosza, a czasami w nocy nawet z nią spałem -zaśmiał się.
Obserwowałam go. Widziałam to szczęście w jego oczach kiedy mówił o koszykówce. Byłam pewna, że jeśli pójdzie na te zajęcia to pokaże Chrisowi kto jest mistrzem.
- Zagramy kiedyś? -spytałam przeczesując włosy dłonią.
- Ale wiesz, że i tak przegrasz? - zaśmiał się pokazując swoje białe zęby.
- Ha ha ha, nie była bym tego taka pewna.
Śmialiśmy się przez całą drogę do mojego domu. Stwierdzam, że Justin ma świetne poczucie humoru i w jego towarzystwie nie można się nudzić.
- Jesteśmy na miejscu - wskazałam palcem mój dom.
- Wow, już? Faktycznie mieszkamy blisko siebie.
Zaśmiałam się.
- Co? - spytał zdziwiony.
- Nic, po prostu tysiąc razy wolę Cię takiego zabawnego niż tamtego nieśmiałego.
- W twoim towarzystwie potrafię sie wyluzować i się nie czerwienić co chwilę. Nie wiem co ty ze mną robisz - zachichotał.
- Cieszę się, że tak na ciebie działam - uśmiechnęłam się - Więc spotkamy się jutro w szkole?
- Tak - oblizał usta - Dzięki za dzisiejszy wieczór.
- To ja dziękuję. Było zabawnie - zaśmiałam się - Dobranoc?
- Dobranoc - powiedział.
- Do jutra - powiedziałam całujac go w policzek.
____________
A więc było dziś trochę z perspektywy Justina. Jak wam się podobało? Piszcie, komentujcie, jestem bardzo ciekawa.
DZIĘKUJĘ ZA PRZECZYTANIE
@bieberrar
Na wyświetlaczu mojego telefonu zobaczyłem nieznany numer.
- Słucham - powiedziałem i od razu się uśmiechnąłem słysząc Alice po drugiej stronie.
- H-hej - odpowiedziała niepewnie.
- Co tam?
- W porządku...to znaczy...- westchnęła - Możemy się spotkać?
- Hmm. Dobrze. Kiedy i gdzie?
- Za godzinę... gdzie byś chciał się spotkać?
Pomyślałem chwilę. Nie znam prawie żadnych miejsc w Atlancie. Szybciej się zgubię niż gdzieś dojdę.
- U mnie?
* * *
Godzinę później zadzwonił dzwonek do drzwi. Szybko zbiegłem po schodach, przeczesałem dłonią włosy i otworzyłem drzwi.
- Cześć Alice.
- Cześć - powiedziała z uśmiechem - Nie myliłam się, mieszkasz bardzo blisko mnie - zachichotała.
- Będziemy mogli razem wracać ze szkoły - wypaliłem, czerwieniąc się.
Cholera, nienawidzę tego, że co chwilę się czerwienie.
- O ty porozmawiamy później - odpowiedziała rozbawiona - a teraz możemy porozmawiać o...
- Jasne - przerwałem jej - Chodźmy do mojego pokoju. Tędy - wskazałem palcem na schody.
- Jesteś sam w domu? - spytała, gdy wchodziliśmy do mojego pokoju.
- Mieszkam z mamą, ale nie ma jej w domu, więc jesteśmy tu sami.
- Mogę się o coś zapytać? - zaczęła nieśmiało
Usiadłem na łóżku po czym pokiwałem głową twierdząco, czekając na pytanie.
- Zauważyłam, że jesteś bardzo spokojny i nieśmiały, więc dlaczego naskoczyłeś na Christiana kiedy nazwał mnie...suką?
Dopiero się poznaliśmy, a ona pyta mnie o jedną z moich największych tajemnic. Zastanawiałem się co zrobić. Powiedzieć prawdę, czy coś wymyślić. Z drugiej strony ona wydawała mi się być naprawdę w porządku. Postanowiłem jej nie oszukiwać.
- Wiesz...- powiedziałem oblizując usta - Zawsze byłem nieśmiały i to się chyba nigdy nie zmieni, ale gdy widzę, że ktoś chociażby wyzywa jakąś kobietę po prostu nie wytrzymuję. Mój ojciec...- ścisnąłem pięści, aby powstrzymać złość -...mój ojciec bił moją mamę 2 lata. Potem się rozwiedli i razem z mamą przeprowadziliśmy się tu. Do dziś mam przed oczami sceny z tamtych czasów, kiedy siedziałem w pokoju i słyszałem co się dzieje na dole. Moja mama nigdy nie pozwoliła żeby on mnie skrzywdził, natomiast sama...- moje oczy się zaszkliły.
Poczułem ciepłą dłoń Alice na swojej.
- Rozumiem - wyszeptała - nie myśl o tym teraz, przepraszam że wypytuję Cię o takie sprawy .
W jej głosie dało się słyszeć troskę. Przyglądnąłem się jej. Była na prawdę piękna. Miała brązowe włosy opadające na ramiona, które dodawały jej niesamowitego uroku. Policzki, wcześniej zaróżowione od zimna powoli wracały do swojego koloru. W jej brązowych oczach można było się zakochać, a...
- Mam coś na twarzy? - spytała, a ja zorientowałem się, że wpatruję się w nią jak głupi.
- Yy, nie...zamyśliłem się - moją twarz oblał lekki rumieniec - Teraz porozmawiajmy o tobie, przecież po to tu przyszłaś - powiedziałem lekko się uśmiechając.
- Nie chcę Cię obarczać moimi problemami, ale po prostu wydajesz mi się być w porządku...
To zabawne, ale przed chwilą to samo pomyślałem o niej.
-...dlatego jeśli nie chcesz, abym Ci się wyżalała, po prostu mi powiedz, okej?
- Okej - powiedziałem posyłając jej szczery uśmiech, który odwzajemniła.
Alice's POV
Z minuty na minutę wydawał mi się być coraz fajniejszy. Może fajniejszy to złe określenie, ale odnajdywałam w nim prawdziwego przyjaciela. Opowiedziałam mu co czuję, mimo że znamy się dopiero parę dni. Widziałam, że na prawdę obchodzi go to co do niego mówię. Przy nim czułam się jakoś inaczej... Przez myśl kilka razy mi przeszło to, że mogła bym się w nim zakochać, ale nie myślałam o tym długo.
Robiło się coraz ciemniej na polu.
- Tak miło mi się rozmawia, ale będę już musiała iść.
- Faktycznie, już 22.30 - powiedział przegryzając wargę - Jeśli chcesz to Cię odprowadzę.
- To bardzo miło z twojej strony, z chęcią porozmawiam sobie z tobą jeszcze trochę - zaśmiałam się.
Nie wiem co ten chłopak ze mną robi. Prawie go nie znam, ale czuję się przy nim bardzo dobrze. Uspokoiłam się, nie martwiłam o nic i po prostu rozmawialiśmy jak starzy, dobrzy przyjaciele.
- Więc chodźmy - uśmiechnął się.
Zauważyłam, że Justin powoli zaczął nabierać pewności siebie. Nie rumieni się ciągle, tak jak wtedy kiedy spotkałam go za pierwszym razem. Nie jąka się. Zamiast tego zaczął często oblizywać i przegryzać wargę, co mi się bardzo podoba.
- Brr, jak zimno - powiedziałam wychodząc na zewnątrz.
- Jeśli chcesz...- zaczął niepewnie Justin -...mogę dać Ci moją bluzę.
Chyba się zarumieniłam. On jest taki słodki kiedy jest nieśmiały i jeszcze zaproponował mi pożyczenie swojej bluzy
- Jeśli to nie był by dla Ciebie problem - powiedziałam.
- Żaden problem - uśmiechnął się i ściągnął swoją bluzę - Trzymaj.
Ubrałam ją. Była strasznie ciepła i na dodatek fioletowa. Mój ulubiony kolor to fioletowy i wydaje mi się, że Justina też.
- Dziękuję, teraz możemy iść - powiedziałam uśmiechnięta.
- Więc opowiadałaś mi, o zajęciach dodatkowych w szkole.
- Tak, jest mnóstwo zajęć, zależy na jakie chciał byś chodzić.
- Na przykład na koszykówkę.
Chris. Kapitan drużyny koszykarskiej. Ze wszystkich kółek Justin pomyślał akurat o tych.
- Lubisz grać w kosza? - spytałam zaciekawiona.
- Tak! - na jego twarzy pojawił się ogromny usmiech - Jeszcze pytasz. W Stratford, kiedy inni grali na komputerach ja rzucałem piłką do kosza, a czasami w nocy nawet z nią spałem -zaśmiał się.
Obserwowałam go. Widziałam to szczęście w jego oczach kiedy mówił o koszykówce. Byłam pewna, że jeśli pójdzie na te zajęcia to pokaże Chrisowi kto jest mistrzem.
- Zagramy kiedyś? -spytałam przeczesując włosy dłonią.
- Ale wiesz, że i tak przegrasz? - zaśmiał się pokazując swoje białe zęby.
- Ha ha ha, nie była bym tego taka pewna.
Śmialiśmy się przez całą drogę do mojego domu. Stwierdzam, że Justin ma świetne poczucie humoru i w jego towarzystwie nie można się nudzić.
- Jesteśmy na miejscu - wskazałam palcem mój dom.
- Wow, już? Faktycznie mieszkamy blisko siebie.
Zaśmiałam się.
- Co? - spytał zdziwiony.
- Nic, po prostu tysiąc razy wolę Cię takiego zabawnego niż tamtego nieśmiałego.
- W twoim towarzystwie potrafię sie wyluzować i się nie czerwienić co chwilę. Nie wiem co ty ze mną robisz - zachichotał.
- Cieszę się, że tak na ciebie działam - uśmiechnęłam się - Więc spotkamy się jutro w szkole?
- Tak - oblizał usta - Dzięki za dzisiejszy wieczór.
- To ja dziękuję. Było zabawnie - zaśmiałam się - Dobranoc?
- Dobranoc - powiedział.
- Do jutra - powiedziałam całujac go w policzek.
____________
A więc było dziś trochę z perspektywy Justina. Jak wam się podobało? Piszcie, komentujcie, jestem bardzo ciekawa.
DZIĘKUJĘ ZA PRZECZYTANIE
@bieberrar
wtorek, 28 maja 2013
3. Nic się nie stało
Alice's POV
Stanęłam jak wryta i zaczęłam nerwowo przegryzać wargę.
Co on robi? - pomyślałam
-Ja? - zaśmiał się Chris - w życiu.
Twarz Justina zrobiła się czerwona ze złości.
-Wypluj to słowo i przeproś Alice!
-Koleś uspokój się! To moja dziewczyna, więc będę do niej mówił co chce! - syknął.
-Skoro jest twoją dziewczyną, to powinieneś ją szanować! A co, nie wiedziałeś?
-Spierdalaj, nie mam czasu na pogaduchy z jakimś nowym, który mówi mi jak mam się zwracać do SWOJEJ dziewczyny - krzyknął, po czym chciał odejść, ale ręka Justina nagle znalazła się na jego ramieniu.
-Powiedziałem przeproś! Mam Ci to przeliterować? Prze - proś Alice!
-Koleś spierdalaj. Kim ty jesteś, żeby mi rozkazywać? Jesteś nikim, więc wracaj tam skąd przyszedłeś! Nara. - krzyknął i odszedł.
Obserwowałam całą sytuacje z boku, nie rozumiejąc co wstąpiło w Justina.
-Bieber, jest ok. Nic się nie stało - szepnęłam.
-Jak to nic się nie stało - powiedział oburzony - Twój chłopak Cię obraził, a ty nie zamierzałaś nic z tym zrobić?
Stał tak przede mną, a mi się wydawało, że widzę go pierwszy raz w życiu. Całą lekcje przegadaliśmy, prześmialiśmy, czułam się naprawdę dobrze w jego towarzystwie, a potem... Dobrze wiem, że Chris zachował się jak palant, ale przecież Justin mnie prawie nie znał, więc dlaczego stawał w mojej obronie? Wiadome było, że Christian nic sobie z tego nie zrobi, ale dziś był pierwszy dzień Biebera w szkole, a już narobił sobie wrogów. I to przeze mnie.
-A co by to zmieniło? No właśnie. Nic. On nie jest typem chłopaka, który przeprasza - powiedziałam przeczesując włosy ręką - Zresztą, przez tą akcje zrozumiałam, że nie chce z nim więcej być. I...- chciałam stamtąd pójść, więcej nie rozmawiając z Justinem - i muszę już iść.
Nie dałam mu szansy czegokolwiek powiedzieć, tylko poszłam.
Cholera, niczego nie rozumiem. Albo mi się wydaje, albo on jest trudny...jak matematyka. Najpierw zupełnie niepewny siebie, nieśmiały, uroczy, a potem zły, agresywny. Czy to, że Chris nazwał mnie suką sprawiło, że Justin wybuchł? Na razie lepiej nie będę z nim rozmawiać, on musi się uspokoić, a ja trochę o tym pomyśleć.
Na końcu korytarza zobaczyłam Kate.
-Hejka - powiedziałam do niej.
-Hej, co tam było na angielskim?
-Nic ciekawego. Dlaczego tak właściwie nie było Cię na lekcji? Przecież weszłyśmy razem do szkoły, a potem gdzieś znikłaś. Więc...co robiłaś?
-Hmmm, nie ważne.
Widziałam, że nie chce mi powiedzieć, więc nie wypytywałam. Chociaż, to było dziwne. Zawsze o wszystkim sobie mówiłyśmy, ale skoro nie ważne, to musi to być nie ważne.
-Aha... - zaczęłam - Jak pani Adams w piątek mówiła, miał dołączyć nowy uczeń i dołączył. Tak tylko mówię, bo musiałam z nim siedzieć.
- Co? I ty dopiero teraz o tym mówisz - zerwała się Kate - Opowiadaj.
- Co mam opowiadać? - skrzywiłam się.
- Opowiadaj, czy jest przystojny, z poczuciem humoru, czy kolejny z okularami i aparatem.
- Więc - zastanowiłam się - jest bardzo niski, ma rude włosy, duże okulary i aparat na zębach.
Postanowiłam ją okłamać. Postanowiłam nie mówić jej, że Justin dołączył do naszej klasy. Wiem, że dowie się, że to zmyśliłam, ale nie chcę żeby zadawała mi teraz niepotrzebne pytania.
- Ughh - zesmutniała - szkoda.
- Tak, tak, szkoda. Idziemy pod klasę, czy będziemy tu tak stały? - spytałam zniecierpliwiona.
- Jak chcesz iść pod klasę to idź, ja muszę...- nerwowo przegryzła wargę -...iść po coś do szafki.
- Em, okej - albo mi się wydawało, albo kłamała - to zobaczymy się w klasie.
- Chyba nie pójdę dziś w ogóle na lekcję. Idę do domu, pa.
Nie zdążyłam się z nią pożegnać bo już odeszła. Zamyśliłam się. Wiem, że to nie fair, ale muszę sprawdzić gdzie ona pójdzie. Wątpię, że akurat teraz potrzebuje CZEGOŚ z szafki.
Nie myliłam się. Nie poszła w stronę szafek. Zeszła w dół schodów i...poczułam jak robi mi się niedobrze. Podeszła do Christiana całując go w usta. Czułam jak łzy zaczynają spływać mi po policzku. Moja przyjaciółka z moim chłopakiem całują się w usta. Moja przyja...tfu przyjaciółka się tak nie zachowuje.
Wodno słona substancja kapała z mojej brody na bluzkę. Nie obchodziło mnie to, chciałam jedynie uciec stamtąd i nigdy już ich nie zobaczyć.
Pobiegłam wzdłuż korytarza, by potem wyjść po schodach i...zderzyć się z Justinem.
- Alice... - oblizał usta -...co się stało?
Szczerze? Był przed, przed ostatnią osobą z którą chciała bym o tym gadać. Dwoma ostatnimi osobami była Kate i Christian, a ze wszystkich osób w szkole musiałam wpaść właśnie na niego.
- Nic się nie stało - skłamałam.
- Widzę, że płakałaś...- na jego twarzy znowu pojawiła się niepewność -...dobrze, nie chcesz ze mną rozmawiać, rozumiem. W końcu dopiero się poznaliśmy, a ja Ci się tak narzucam...
- Nie narzucasz się - przerwałam mu - Po prostu nie chcę o tym rozmawiać.
Spuściłam głowę i zaczęłam nerwowo poprawiać swoją bluzkę.
- Um...
Dzwonek zadzwonił. Ostatnią rzeczą jaką chciała bym zrobić jest pójście na lekcje.
- Wiesz co, ja chyba pójdę do domu. Jakoś nie mam siły siedzieć teraz na fizyce.
- Um... jakbyś chciała pogadać... - na jego twarzy pojawił się rumieniec - zadzwonisz? - powiedział podając mi małą karteczkę z numerem telefonu.
Lekko się uśmiechnęłam.
- Pomyśle.
I poszłam w stronę domu
* * *
Minęły 3 godziny. Siedziałam w domu rozmyślając o dzisiejszym dniu. Chciałam z kimś o tym pogadać, ale nie miałam z kim. Normalnie to zadzwoniła bym do Kate...Christiana...Ale dziś, gdy dowiedziałam się, że oboje mnie oszukiwali. Gdy dowiedziałam się, że Chris jest pieprzonym dupkiem. Gdy dowiedziałam się, że moja przyjaciółka mnie okłamała. Miałam tylko jeden pomysł...
Wybrałam numer i czekałam aż odbierze.
- Justin? - powiedziałam zachrypniętym głosem.
____________________
Jak wam się podoba 3 rozdział?
Komentujcie, jestem ciekawa
co sądzicie.
DZIĘKUJĘ ZA PRZECZYTANIE:)
@bieberrar
Stanęłam jak wryta i zaczęłam nerwowo przegryzać wargę.
Co on robi? - pomyślałam
-Ja? - zaśmiał się Chris - w życiu.
Twarz Justina zrobiła się czerwona ze złości.
-Wypluj to słowo i przeproś Alice!
-Koleś uspokój się! To moja dziewczyna, więc będę do niej mówił co chce! - syknął.
-Skoro jest twoją dziewczyną, to powinieneś ją szanować! A co, nie wiedziałeś?
-Spierdalaj, nie mam czasu na pogaduchy z jakimś nowym, który mówi mi jak mam się zwracać do SWOJEJ dziewczyny - krzyknął, po czym chciał odejść, ale ręka Justina nagle znalazła się na jego ramieniu.
-Powiedziałem przeproś! Mam Ci to przeliterować? Prze - proś Alice!
-Koleś spierdalaj. Kim ty jesteś, żeby mi rozkazywać? Jesteś nikim, więc wracaj tam skąd przyszedłeś! Nara. - krzyknął i odszedł.
Obserwowałam całą sytuacje z boku, nie rozumiejąc co wstąpiło w Justina.
-Bieber, jest ok. Nic się nie stało - szepnęłam.
-Jak to nic się nie stało - powiedział oburzony - Twój chłopak Cię obraził, a ty nie zamierzałaś nic z tym zrobić?
Stał tak przede mną, a mi się wydawało, że widzę go pierwszy raz w życiu. Całą lekcje przegadaliśmy, prześmialiśmy, czułam się naprawdę dobrze w jego towarzystwie, a potem... Dobrze wiem, że Chris zachował się jak palant, ale przecież Justin mnie prawie nie znał, więc dlaczego stawał w mojej obronie? Wiadome było, że Christian nic sobie z tego nie zrobi, ale dziś był pierwszy dzień Biebera w szkole, a już narobił sobie wrogów. I to przeze mnie.
-A co by to zmieniło? No właśnie. Nic. On nie jest typem chłopaka, który przeprasza - powiedziałam przeczesując włosy ręką - Zresztą, przez tą akcje zrozumiałam, że nie chce z nim więcej być. I...- chciałam stamtąd pójść, więcej nie rozmawiając z Justinem - i muszę już iść.
Nie dałam mu szansy czegokolwiek powiedzieć, tylko poszłam.
Cholera, niczego nie rozumiem. Albo mi się wydaje, albo on jest trudny...jak matematyka. Najpierw zupełnie niepewny siebie, nieśmiały, uroczy, a potem zły, agresywny. Czy to, że Chris nazwał mnie suką sprawiło, że Justin wybuchł? Na razie lepiej nie będę z nim rozmawiać, on musi się uspokoić, a ja trochę o tym pomyśleć.
Na końcu korytarza zobaczyłam Kate.
-Hejka - powiedziałam do niej.
-Hej, co tam było na angielskim?
-Nic ciekawego. Dlaczego tak właściwie nie było Cię na lekcji? Przecież weszłyśmy razem do szkoły, a potem gdzieś znikłaś. Więc...co robiłaś?
-Hmmm, nie ważne.
Widziałam, że nie chce mi powiedzieć, więc nie wypytywałam. Chociaż, to było dziwne. Zawsze o wszystkim sobie mówiłyśmy, ale skoro nie ważne, to musi to być nie ważne.
-Aha... - zaczęłam - Jak pani Adams w piątek mówiła, miał dołączyć nowy uczeń i dołączył. Tak tylko mówię, bo musiałam z nim siedzieć.
- Co? I ty dopiero teraz o tym mówisz - zerwała się Kate - Opowiadaj.
- Co mam opowiadać? - skrzywiłam się.
- Opowiadaj, czy jest przystojny, z poczuciem humoru, czy kolejny z okularami i aparatem.
- Więc - zastanowiłam się - jest bardzo niski, ma rude włosy, duże okulary i aparat na zębach.
Postanowiłam ją okłamać. Postanowiłam nie mówić jej, że Justin dołączył do naszej klasy. Wiem, że dowie się, że to zmyśliłam, ale nie chcę żeby zadawała mi teraz niepotrzebne pytania.
- Ughh - zesmutniała - szkoda.
- Tak, tak, szkoda. Idziemy pod klasę, czy będziemy tu tak stały? - spytałam zniecierpliwiona.
- Jak chcesz iść pod klasę to idź, ja muszę...- nerwowo przegryzła wargę -...iść po coś do szafki.
- Em, okej - albo mi się wydawało, albo kłamała - to zobaczymy się w klasie.
- Chyba nie pójdę dziś w ogóle na lekcję. Idę do domu, pa.
Nie zdążyłam się z nią pożegnać bo już odeszła. Zamyśliłam się. Wiem, że to nie fair, ale muszę sprawdzić gdzie ona pójdzie. Wątpię, że akurat teraz potrzebuje CZEGOŚ z szafki.
Nie myliłam się. Nie poszła w stronę szafek. Zeszła w dół schodów i...poczułam jak robi mi się niedobrze. Podeszła do Christiana całując go w usta. Czułam jak łzy zaczynają spływać mi po policzku. Moja przyjaciółka z moim chłopakiem całują się w usta. Moja przyja...tfu przyjaciółka się tak nie zachowuje.
Wodno słona substancja kapała z mojej brody na bluzkę. Nie obchodziło mnie to, chciałam jedynie uciec stamtąd i nigdy już ich nie zobaczyć.
Pobiegłam wzdłuż korytarza, by potem wyjść po schodach i...zderzyć się z Justinem.
- Alice... - oblizał usta -...co się stało?
Szczerze? Był przed, przed ostatnią osobą z którą chciała bym o tym gadać. Dwoma ostatnimi osobami była Kate i Christian, a ze wszystkich osób w szkole musiałam wpaść właśnie na niego.
- Nic się nie stało - skłamałam.
- Widzę, że płakałaś...- na jego twarzy znowu pojawiła się niepewność -...dobrze, nie chcesz ze mną rozmawiać, rozumiem. W końcu dopiero się poznaliśmy, a ja Ci się tak narzucam...
- Nie narzucasz się - przerwałam mu - Po prostu nie chcę o tym rozmawiać.
Spuściłam głowę i zaczęłam nerwowo poprawiać swoją bluzkę.
- Um...
Dzwonek zadzwonił. Ostatnią rzeczą jaką chciała bym zrobić jest pójście na lekcje.
- Wiesz co, ja chyba pójdę do domu. Jakoś nie mam siły siedzieć teraz na fizyce.
- Um... jakbyś chciała pogadać... - na jego twarzy pojawił się rumieniec - zadzwonisz? - powiedział podając mi małą karteczkę z numerem telefonu.
Lekko się uśmiechnęłam.
- Pomyśle.
I poszłam w stronę domu
* * *
Minęły 3 godziny. Siedziałam w domu rozmyślając o dzisiejszym dniu. Chciałam z kimś o tym pogadać, ale nie miałam z kim. Normalnie to zadzwoniła bym do Kate...Christiana...Ale dziś, gdy dowiedziałam się, że oboje mnie oszukiwali. Gdy dowiedziałam się, że Chris jest pieprzonym dupkiem. Gdy dowiedziałam się, że moja przyjaciółka mnie okłamała. Miałam tylko jeden pomysł...
Wybrałam numer i czekałam aż odbierze.
- Justin? - powiedziałam zachrypniętym głosem.
____________________
Jak wam się podoba 3 rozdział?
Komentujcie, jestem ciekawa
co sądzicie.
DZIĘKUJĘ ZA PRZECZYTANIE:)
@bieberrar
poniedziałek, 27 maja 2013
2. Jestem Justin
Alice's POV
Jak ustaliłyśmy z Kate, po lekcjach poszłyśmy na zakupy. Humor od razu mi się poprawił i nie myślałam o Chrisie.
-Wiesz, Kate. Zamierzam się dziś obkupić i nikt mnie nie powstrzyma - zachichotałam.
-To tak jak ja - zaśmiała się - Wręcz czytasz mi w myślach.
-A może po zakupach pójdziemy do cukierni? Mam straszną ochotę na coś słod...- chciałam dokończyć, kiedy nagle ktoś na mnie wpadł.
-Co do cholery?! - krzyknęłam oburzona.
Przede mną stał chłopak. Miej więcej w moim wieku. Wyglądał niesamowicie. Miał brązowe włosy, grzywkę postawioną do góry, czerwoną bluzke, czerwone supry i czarne rurki. W ręku trzymał dyskorolkę, na której przed chwilą jechał.
-Yy...przepraszam - zaczął - nie zauważyłem Cię - na jego twarzy pojawił się lekki rumieniec - przepraszam.
-Okej,okej, nic się nie stało - zrobiło mi się głupio, że tak na niego naskoczyłam.
Chłopak lekko się uśmiechnął i chciał odjechać, kiedy Kate się wtrąciła.
-Masz dziewczynę?
-Yyy...n-nie - zaczął się jąkać, a jego twarz przybrała ciemnoczerwony kolor.
Szturchnęłam przyjaciółkę w ramię, żeby się zamknęła, przez co wydała z siebie cichy jęk.
-Hm...my już idziemy - powiedziałam z delikatnym uśmiechem.
-Nie, nie, nie - ponownie wtrąciła się Kate - Jak masz na imię? - powiedziała posyłając mu czarujące spojrzenie.
Myślałam, że zapadnę się pod ziemię. Fakt, chłopak był przystojny, ale ona widziała go pierwszy raz w życiu i już chciała go poderwać.
-J-jestem...- zająkał się
Zauważyłam, że był strasznie nieśmiały. Co chwilę się jąkał. Zaczął wydawać mi się nieco dziwny.
-Jestem Justin - powiedział wyciągając rękę do Kate.
-Kate - odpowiedziała chwytając jego dłoń - nigdy wcześniej nie widziałam Cię w Atlancie, nie jesteś stąd, prawda?
-Nie, przeprowadziłem się ze Stratford - westchnął ciężko - Przepraszam, ale muszę już iść.
-Już? Dopiero zaczęliśmy rozmawiać - skrzywiła się.
-Tak, muszę iść. Przepraszam - powiedział i wskoczył na deskorolkę - Cześć.
-Cześć - rzuciła Kate i popatrzyła na mnie z uśmiechem - Niezły jest, prawda? Widziałaś jego oczy? Ah, można się w nich rozpł...
-Dobra, idziemy na zakupy - przerwałam jej - Chociaż dzisiaj nie rozmawiajmy o chłopakach, okej? - powiedziałam zdenerwowana.
Okej, okej, nie spinaj się tak - przewróciła oczami - Chodźmy.
Odwróciłam się za siebie i zobaczyłam Justina. Jechał na deskorolce i również się odwrócił. Nasze spojrzenia się spotkały. Zobaczyłam na jego policzkach lekki rumieniec i uśmiechnęłam się. Chłopak odwzajemnił uśmiech, ja się odwróciłam i poszłam dalej.
Ładny jest, a te jego oczy... - pomyślałam i od razu uderzyłam się w myślach w twarz, przypominając sobie, że mam chłopaka. Odganiając od siebie perfekcyjny wygląd Justina, do końca zakupów o nim nie myślałam.
* * *
Budzik wyrwał mnie z głębokiego snu.
-Niee - zajęczałam.
Leżałam w łóżku jeszcze 20 minut, kiedy zorientowałam się, że za 15 minut zaczynam lekcje.
Kurwa - przeklęłam w myślach.
Szybko wstałam, ubrałam kremowe rurki, białą bluzke, a włosy upięłam w koka na czubku głowy.
-Co za straszydło - powiedziałam do siebie spoglądając w lustro.
Zegarek wskazywał 7:52 , więc miałam tylko 8 minut. Cholera, spóźnię się - pomyślałam i wybiegłam z domu, kierując się w stronę szkoły.
Biegnąc, po drugiej stronie drogi zobaczyłam Justina. Nie myślałam, że kiedykolwiek jeszcze go spotkam. Uśmiechnęłam się do siebie. Obserwowałam, go jak jechał na bmx, na głowie miał niebieski fullcap, czarną blukę, szare rurki i czarne supry. Nie zauważył mnie na szczęście, bo gapiłam się na niego jak nienormalna.
Ideał - powiedziałam do siebie, po czym uderzyłam się w twarz - Idiotka.
Oserwowałam go jeszcze chwilę, dopóki nie zniknął za rogiem, a ja zaczęłam myśleć o Christianie. Przez cały weekend nie rozmawialiśmy, ani nie pisaliśmy ze sobą. Nie odezwał się do mnie, nie przeprosił. Ciągle nie wiedziałam o co mu w piątek chodziło, dlaczego tak się zdenerwował. Najgorsze, zaczęłam się zastanawiać, czy tak naprawdę mnie kocha.
Z rozmyślań wyrwał mnie głos Kate.
-Alice, Alice! - krzyczała - Alice, hej - powiedziała dobiegając do mnie.
-Cześć, ktoś tu chyba zaspał - zachichotałam.
-Aj, przestań, każdemu się zdarza - mruknęła.
-Wiem, nie denerwuj się. Tylko żartowałam - powiedziałam podnosząc ręce w obronnym geście - Chodźmy lepiej do szkoły
* * *
Po kilku minutach szybkiego marszu, dotarłyśmy do szkoły.
-To co mamy na pierwszej lekcji - spytał Kate.
-Eh... - westchnęłam - angielski.
Poszłyśmy w kierunku szafek. Na końcu korytarza zobaczyłam Chrisa. Stał w otoczeniu 3 cheerleaderek. Westchnęłam ciężko. Wydaje mi się, że nasz związek zakończył się w piątek, ale on nie kwapi się, żeby mnie o tym poinformować.
Zadzwonił dzwonek. Zorientowałam się, że Kate gdzieś poszła, a ja nawet nie zauważyłam gdzie. Udałam się sama do klasy, w myślach przeklinając Christiana.
-Palant, palant, palant - powtarzałam sobie, kiedy do klasy weszła pani Adams, a za nią on. Justin.
-Dzień dobry - powiedziała uśmiechnięta - Jak mówiłam dziś do klasy dołączy nowy uczeń, Justin Bieber.
-Cześć - powiedział prawie szeptem.
-Justin, usiądź sobie... - zaczęła rozglądać się po klasie - ...razem z Alice - powiedziała wskazując na mnie palcem.
Zrobiłam się czerwona. Ze wszystkich osób w klasie, pani poleciła mu by usiadł ze mną. Ze mną. Zauważyłam, że na jego widok serce biło mi szybciej, a ja sama nie wiedziałam dlaczego.
-Ale ja siedzę z Kate -wypaliłam.
-Wiem, że siedzicie razem, ale skoro jej nie ma, to możemy uznać, że to miejsce jest wolne. Justin, usiądź obok koleżanki - powiedziała klepiąc chłopaka po plecach.
Zauważyła zmieszanie na jego twarzy. Zrobiło mi się głupio, w końcu powiedziałam, że nie chcę z nim siedzieć. Nie dosłownie, ale pewnie dziwnie się poczuł.
-Cześć - szepnął podchodząc do ławki -Mogę się dosiąść?
Intrygowało mi to, że jest tak bardzo nieśmiały. Wystarczy na niego spojrzeć. Istna perfekcja. Połowa dziewczyn w szkole będzie wzdychała na jego widok, a on... nie wygląda mi na takiego, który będzie z nimi flirtował. Wygląda na bardzo spokojnego chłopaka, bez pewności siebie.
-Jasne, siadaj - powiedziałam z uśmiechem - Cieszę się, że znowu się spotykamy.
-Ja też - na jego twarzy dostrzegłam szczery uśmiech - na prawdę, to wątpiłem w że jeszcze kiedyś się spotkamy - powiedział.
Zrobiło mi się gorąco. Czy on właściwie przyznał, że myślał o mnie? Widzę go trzeci raz w życiu, ale wydaje mi się być niezwykle miły. Sympatyczny. Ładny. Niesamowity. Idealny. Stwierdzam, że pierwsze wrażenie jakie na mnie zrobił było lepsze niż dobre. Dużo lepsze.
Z rozmyślań wyrwał mnie głos nauczycielki sprawdzającej obecność.
-Jestem! - krzyknęłam słysząc swoje nazwisko.
-Czyli...-zaczął mówić niepewnie Justin - ...czyli jesteś Alice?
-Ojej! Przepraszam, nawet Ci się nie przedstawiłam - zaczerwieniłam się - jestem Alice Blake, miło mi Cię poznać - dokończyłam z uśmiechem.
Zobaczyłam, że chłopak mi się przygląda. Oblizał usta i lekko się uśmiechnął, przez co się zarumieniłam.
Sama siebie nie poznawałam, nigdy przy żadnym chłopaku się nie rumieniłam. Przy Justinie moje serce zaczynało bić dużo szybciej. Co się ze mną dzieje - pomyślałam.
-Widziałam Cię dziś. Widziałam jak jechałeś gdzieś na bmx - powiedziałam - Albo mi się wydaje, albo mieszkasz niedaleko mnie.
-Obserwowałaś mnie a ja nawet nie wiedziałem - zaśmiał się.
-Taak - zachichotałam - zauważyłam, że nie tylko ja wychodzę za późno z domu.
-To taki mój codzienny rytuał, wstaję z łóżka za późno i wszystko robię w biegu - zaśmiał się.
-Mamy ze sobą na prawdę wiele wspólnego, cieszę się, że usiadłeś akurat ze mną - powiedziałam z umiechem.
Przegadaliśmy całą lekcję, widziałam że nie jest już taki nieśmiały i zestresowany. Miał niesamowite poczucie humoru, przez co ani przez chwilę się nie nudziliśmy.
Kiedy zadzwonił dzwonek szybko wyszliśmy na przerwę chichocząc.
-Albo kiedyś na matematyce, gdy nauczycielka wyszła z klasy...- chciał opowiedzieć mi kolejną zabawną historię z jego poprzedniej szkoły, kiedy pojawił się Chris.
-Cześć kochanie - chciał mnie pocałować, ale zrobiłam jeden krok do tył uniemożliwiając mu to.
-Nie mamy o czym rozmawiać - rzuciłam krótko i chciałam odejść.
-A co? Znalazłaś sobie innego kochasia, więc nie chcesz już mnie? - powiedział, z obrzydzeniem patrząc na Justina.
Znowu. Znowu taki był. Podszedł do mnie z uśmiechem na twarzy, a teraz jedyne co na niej widziałam to złość.
-Nie, nie znalazłam sobie "innego kochasia" -powiedziałam rysując cudzysłów w powietrzu - Tylko po ostatniej akcji, wydaje mi się, że nie mamy o czym rozmawiać.
Zaczął śmiać mi się w twarz. Nie poznawałam go, zupełnie go nie poznawałam.
-Po jakiej ostatniej akcji? To, że chciałem żebyś przyszła do mnie, kiedy rodziców nie było w domu to wielka akcja?
-Dobrze wiemy co chciałeś u ciebie robić, nie kompromituj się - krzyknęłam, czując jak zbiera się we mnie złość - Tą wielką akcją jest to, że mnie popchnąłeś i nie przeprosiłeś! Tak zachowuje się chłopak? Nie! Więc nie mamy o czym rozmawiać - powiedziałam odchodząc razem z Justinem.
-Dziwka - usłyszałam za sobą, a moje oczy wypełniły się łzami. Mój własny chłopak nazwał mnie dziwką.
Popatrzyłam na Justina, który patrzył na mnie. Zauważył, że płakałam. Obserwowałam jego twarz. Wydawało mi się, że coś chce zrobić. Nagle zatrzymał się i odwrócił do Chrisa.
-Przeproś ją- krzyknął, przez co wszyscy popatrzyli się na niego
____________________________
Więc jak podoba się drugi rozdział?
Liczę, że napiszecie w komentarzach.
Jutro pewnie 3 rozdział i.... zobaczycie:)
Koło czwartku/piątku zajmę się wyglądem
bloga i powstawiam zdjęcia reszty głównych
bohaterów:)
DZIĘKUJĘ ZA PRZECZYTANIE ♥
Jak ustaliłyśmy z Kate, po lekcjach poszłyśmy na zakupy. Humor od razu mi się poprawił i nie myślałam o Chrisie.
-Wiesz, Kate. Zamierzam się dziś obkupić i nikt mnie nie powstrzyma - zachichotałam.
-To tak jak ja - zaśmiała się - Wręcz czytasz mi w myślach.
-A może po zakupach pójdziemy do cukierni? Mam straszną ochotę na coś słod...- chciałam dokończyć, kiedy nagle ktoś na mnie wpadł.
-Co do cholery?! - krzyknęłam oburzona.
Przede mną stał chłopak. Miej więcej w moim wieku. Wyglądał niesamowicie. Miał brązowe włosy, grzywkę postawioną do góry, czerwoną bluzke, czerwone supry i czarne rurki. W ręku trzymał dyskorolkę, na której przed chwilą jechał.
-Yy...przepraszam - zaczął - nie zauważyłem Cię - na jego twarzy pojawił się lekki rumieniec - przepraszam.
-Okej,okej, nic się nie stało - zrobiło mi się głupio, że tak na niego naskoczyłam.
Chłopak lekko się uśmiechnął i chciał odjechać, kiedy Kate się wtrąciła.
-Masz dziewczynę?
-Yyy...n-nie - zaczął się jąkać, a jego twarz przybrała ciemnoczerwony kolor.
Szturchnęłam przyjaciółkę w ramię, żeby się zamknęła, przez co wydała z siebie cichy jęk.
-Hm...my już idziemy - powiedziałam z delikatnym uśmiechem.
-Nie, nie, nie - ponownie wtrąciła się Kate - Jak masz na imię? - powiedziała posyłając mu czarujące spojrzenie.
Myślałam, że zapadnę się pod ziemię. Fakt, chłopak był przystojny, ale ona widziała go pierwszy raz w życiu i już chciała go poderwać.
-J-jestem...- zająkał się
Zauważyłam, że był strasznie nieśmiały. Co chwilę się jąkał. Zaczął wydawać mi się nieco dziwny.
-Jestem Justin - powiedział wyciągając rękę do Kate.
-Kate - odpowiedziała chwytając jego dłoń - nigdy wcześniej nie widziałam Cię w Atlancie, nie jesteś stąd, prawda?
-Nie, przeprowadziłem się ze Stratford - westchnął ciężko - Przepraszam, ale muszę już iść.
-Już? Dopiero zaczęliśmy rozmawiać - skrzywiła się.
-Tak, muszę iść. Przepraszam - powiedział i wskoczył na deskorolkę - Cześć.
-Cześć - rzuciła Kate i popatrzyła na mnie z uśmiechem - Niezły jest, prawda? Widziałaś jego oczy? Ah, można się w nich rozpł...
-Dobra, idziemy na zakupy - przerwałam jej - Chociaż dzisiaj nie rozmawiajmy o chłopakach, okej? - powiedziałam zdenerwowana.
Okej, okej, nie spinaj się tak - przewróciła oczami - Chodźmy.
Odwróciłam się za siebie i zobaczyłam Justina. Jechał na deskorolce i również się odwrócił. Nasze spojrzenia się spotkały. Zobaczyłam na jego policzkach lekki rumieniec i uśmiechnęłam się. Chłopak odwzajemnił uśmiech, ja się odwróciłam i poszłam dalej.
Ładny jest, a te jego oczy... - pomyślałam i od razu uderzyłam się w myślach w twarz, przypominając sobie, że mam chłopaka. Odganiając od siebie perfekcyjny wygląd Justina, do końca zakupów o nim nie myślałam.
* * *
Budzik wyrwał mnie z głębokiego snu.
-Niee - zajęczałam.
Leżałam w łóżku jeszcze 20 minut, kiedy zorientowałam się, że za 15 minut zaczynam lekcje.
Kurwa - przeklęłam w myślach.
Szybko wstałam, ubrałam kremowe rurki, białą bluzke, a włosy upięłam w koka na czubku głowy.
-Co za straszydło - powiedziałam do siebie spoglądając w lustro.
Zegarek wskazywał 7:52 , więc miałam tylko 8 minut. Cholera, spóźnię się - pomyślałam i wybiegłam z domu, kierując się w stronę szkoły.
Biegnąc, po drugiej stronie drogi zobaczyłam Justina. Nie myślałam, że kiedykolwiek jeszcze go spotkam. Uśmiechnęłam się do siebie. Obserwowałam, go jak jechał na bmx, na głowie miał niebieski fullcap, czarną blukę, szare rurki i czarne supry. Nie zauważył mnie na szczęście, bo gapiłam się na niego jak nienormalna.
Ideał - powiedziałam do siebie, po czym uderzyłam się w twarz - Idiotka.
Oserwowałam go jeszcze chwilę, dopóki nie zniknął za rogiem, a ja zaczęłam myśleć o Christianie. Przez cały weekend nie rozmawialiśmy, ani nie pisaliśmy ze sobą. Nie odezwał się do mnie, nie przeprosił. Ciągle nie wiedziałam o co mu w piątek chodziło, dlaczego tak się zdenerwował. Najgorsze, zaczęłam się zastanawiać, czy tak naprawdę mnie kocha.
Z rozmyślań wyrwał mnie głos Kate.
-Alice, Alice! - krzyczała - Alice, hej - powiedziała dobiegając do mnie.
-Cześć, ktoś tu chyba zaspał - zachichotałam.
-Aj, przestań, każdemu się zdarza - mruknęła.
-Wiem, nie denerwuj się. Tylko żartowałam - powiedziałam podnosząc ręce w obronnym geście - Chodźmy lepiej do szkoły
* * *
Po kilku minutach szybkiego marszu, dotarłyśmy do szkoły.
-To co mamy na pierwszej lekcji - spytał Kate.
-Eh... - westchnęłam - angielski.
Poszłyśmy w kierunku szafek. Na końcu korytarza zobaczyłam Chrisa. Stał w otoczeniu 3 cheerleaderek. Westchnęłam ciężko. Wydaje mi się, że nasz związek zakończył się w piątek, ale on nie kwapi się, żeby mnie o tym poinformować.
Zadzwonił dzwonek. Zorientowałam się, że Kate gdzieś poszła, a ja nawet nie zauważyłam gdzie. Udałam się sama do klasy, w myślach przeklinając Christiana.
-Palant, palant, palant - powtarzałam sobie, kiedy do klasy weszła pani Adams, a za nią on. Justin.
-Dzień dobry - powiedziała uśmiechnięta - Jak mówiłam dziś do klasy dołączy nowy uczeń, Justin Bieber.
-Cześć - powiedział prawie szeptem.
-Justin, usiądź sobie... - zaczęła rozglądać się po klasie - ...razem z Alice - powiedziała wskazując na mnie palcem.
Zrobiłam się czerwona. Ze wszystkich osób w klasie, pani poleciła mu by usiadł ze mną. Ze mną. Zauważyłam, że na jego widok serce biło mi szybciej, a ja sama nie wiedziałam dlaczego.
-Ale ja siedzę z Kate -wypaliłam.
-Wiem, że siedzicie razem, ale skoro jej nie ma, to możemy uznać, że to miejsce jest wolne. Justin, usiądź obok koleżanki - powiedziała klepiąc chłopaka po plecach.
Zauważyła zmieszanie na jego twarzy. Zrobiło mi się głupio, w końcu powiedziałam, że nie chcę z nim siedzieć. Nie dosłownie, ale pewnie dziwnie się poczuł.
-Cześć - szepnął podchodząc do ławki -Mogę się dosiąść?
Intrygowało mi to, że jest tak bardzo nieśmiały. Wystarczy na niego spojrzeć. Istna perfekcja. Połowa dziewczyn w szkole będzie wzdychała na jego widok, a on... nie wygląda mi na takiego, który będzie z nimi flirtował. Wygląda na bardzo spokojnego chłopaka, bez pewności siebie.
-Jasne, siadaj - powiedziałam z uśmiechem - Cieszę się, że znowu się spotykamy.
-Ja też - na jego twarzy dostrzegłam szczery uśmiech - na prawdę, to wątpiłem w że jeszcze kiedyś się spotkamy - powiedział.
Zrobiło mi się gorąco. Czy on właściwie przyznał, że myślał o mnie? Widzę go trzeci raz w życiu, ale wydaje mi się być niezwykle miły. Sympatyczny. Ładny. Niesamowity. Idealny. Stwierdzam, że pierwsze wrażenie jakie na mnie zrobił było lepsze niż dobre. Dużo lepsze.
Z rozmyślań wyrwał mnie głos nauczycielki sprawdzającej obecność.
-Jestem! - krzyknęłam słysząc swoje nazwisko.
-Czyli...-zaczął mówić niepewnie Justin - ...czyli jesteś Alice?
-Ojej! Przepraszam, nawet Ci się nie przedstawiłam - zaczerwieniłam się - jestem Alice Blake, miło mi Cię poznać - dokończyłam z uśmiechem.
Zobaczyłam, że chłopak mi się przygląda. Oblizał usta i lekko się uśmiechnął, przez co się zarumieniłam.
Sama siebie nie poznawałam, nigdy przy żadnym chłopaku się nie rumieniłam. Przy Justinie moje serce zaczynało bić dużo szybciej. Co się ze mną dzieje - pomyślałam.
-Widziałam Cię dziś. Widziałam jak jechałeś gdzieś na bmx - powiedziałam - Albo mi się wydaje, albo mieszkasz niedaleko mnie.
-Obserwowałaś mnie a ja nawet nie wiedziałem - zaśmiał się.
-Taak - zachichotałam - zauważyłam, że nie tylko ja wychodzę za późno z domu.
-To taki mój codzienny rytuał, wstaję z łóżka za późno i wszystko robię w biegu - zaśmiał się.
-Mamy ze sobą na prawdę wiele wspólnego, cieszę się, że usiadłeś akurat ze mną - powiedziałam z umiechem.
Przegadaliśmy całą lekcję, widziałam że nie jest już taki nieśmiały i zestresowany. Miał niesamowite poczucie humoru, przez co ani przez chwilę się nie nudziliśmy.
Kiedy zadzwonił dzwonek szybko wyszliśmy na przerwę chichocząc.
-Albo kiedyś na matematyce, gdy nauczycielka wyszła z klasy...- chciał opowiedzieć mi kolejną zabawną historię z jego poprzedniej szkoły, kiedy pojawił się Chris.
-Cześć kochanie - chciał mnie pocałować, ale zrobiłam jeden krok do tył uniemożliwiając mu to.
-Nie mamy o czym rozmawiać - rzuciłam krótko i chciałam odejść.
-A co? Znalazłaś sobie innego kochasia, więc nie chcesz już mnie? - powiedział, z obrzydzeniem patrząc na Justina.
Znowu. Znowu taki był. Podszedł do mnie z uśmiechem na twarzy, a teraz jedyne co na niej widziałam to złość.
-Nie, nie znalazłam sobie "innego kochasia" -powiedziałam rysując cudzysłów w powietrzu - Tylko po ostatniej akcji, wydaje mi się, że nie mamy o czym rozmawiać.
Zaczął śmiać mi się w twarz. Nie poznawałam go, zupełnie go nie poznawałam.
-Po jakiej ostatniej akcji? To, że chciałem żebyś przyszła do mnie, kiedy rodziców nie było w domu to wielka akcja?
-Dobrze wiemy co chciałeś u ciebie robić, nie kompromituj się - krzyknęłam, czując jak zbiera się we mnie złość - Tą wielką akcją jest to, że mnie popchnąłeś i nie przeprosiłeś! Tak zachowuje się chłopak? Nie! Więc nie mamy o czym rozmawiać - powiedziałam odchodząc razem z Justinem.
-Dziwka - usłyszałam za sobą, a moje oczy wypełniły się łzami. Mój własny chłopak nazwał mnie dziwką.
Popatrzyłam na Justina, który patrzył na mnie. Zauważył, że płakałam. Obserwowałam jego twarz. Wydawało mi się, że coś chce zrobić. Nagle zatrzymał się i odwrócił do Chrisa.
-Przeproś ją- krzyknął, przez co wszyscy popatrzyli się na niego
____________________________
Więc jak podoba się drugi rozdział?
Liczę, że napiszecie w komentarzach.
Jutro pewnie 3 rozdział i.... zobaczycie:)
Koło czwartku/piątku zajmę się wyglądem
bloga i powstawiam zdjęcia reszty głównych
bohaterów:)
DZIĘKUJĘ ZA PRZECZYTANIE ♥
niedziela, 26 maja 2013
1. Zgadnij kto to
Alice's POV
-Mam dla was dobrą wiadomość- zaczęła pani Adams - w przyszłym tygodniu dołączy do waszej klasy nowy uczeń. Mam nadzieję, że go polubicie...-chciała jeszcze coś dodać, kiedy zadzwonił dzwonek na przerwę.
-W takim razie, do widzenia- zakończyła, kiedy wszyscy zaczęli się już pakować.
-Alice, jak myślisz, ładny jest? - spytała mnie Kate z chytrym uśmiechem
-Aj, daj spokój, ciągle myślisz o chłopakach - skarciłam ją - założe się, że to jakiś kujon, z wielkimi okularami i aparatem na zębach - zaśmiałam się.
-Ha ha, bardzo śmieszne. Co w tym dziwnego, że jestem ciekawa czy on jest ładny? - spytała Kate z irytacją.
-To, że zmieniasz chłopaków raz na miesiąc - powiedziałam oburzona
-Alice, przestań. Z Taylorem wytrzymałam 2 miesiące i...- chciała dokończyć kiedy wyszłam z klasy.
Dzień jak co dzień. Rozmawiamy z Kate o chłopakach, przy czym się kłócimy. Irytuje mnie to, że średnio raz na miesiąc ma innego, ale kocham ją jako moją przyjaciółkę. Wiele razy mi pomogła, a ja jej i mimo wszystkich kłótni, zawsze się godzimy.
-Alice - usłyszałam za sobą - Poczekaj - wołała Kate.
Stanęłam, kładąc lewą rękę na biodro, a w prawej trzymając książki do historii.
-Alice, nie obrażaj się, przecież wiesz, że lubię gadać o chłopakach.
-O niczym innym nie gadasz - powiedziałam niechętnie.
-Dobrze, przepraszam... Co powiesz o zakupach dziś po lekcjach? - spytała uśmiechnięta.
-Powiem...- nie mogłam się na nią gniewać dłużej niż 5 minut - ...tak.
-Super, cieszę się, że nie jesteś już zła - przytuliła się do mnie i dodała - co teraz mamy?
-Oh, Kate... Ty jak zawsze zapominasz - westchnęłam - teraz chemia.
-Więc chodźmy - zaśmiała się i ruszyłyśmy w stronę pracowni chemicznej.
-Zgadnij kto to - poczułam parę rąk zakrywających moje oczy i automatycznie się uśmiechnęłam.
-Chris, co ty tu robisz? Miałeś być na meczu - spytałam całując go w usta.
-Mecz jest za 2 godziny, a ja stęskniłem się za Tobą - powiedział tuląc mnie.
-Aw, gołąbeczki - wtrąciła się Kate - Ja wam nie przeszkadzam i lecę. Pa, Chris - powiedziała mrugając do niego.
-Cześć - powiedział, gdy Kate odchodziła.
-Więc...- Chris patrząc na mnie oblizał usta - ...więc jak bardzo za mną tęskniłaś? - złapał mnie za tyłek i przysunął do siebie.
-Chris, przestań, jesteśmy w szkole, ludzie patrzą - powiedziałam, wyrywając się z uścisku.
-Co mnie obchodzą inni...- powiedział całując mnie w szyję - ...dla mnie liczysz się tylko tylko ty...
Już miałam go odsunąć od siebie, kiedy zadzwonił dzwonek.
-Chris, muszę iść - powiedziałam delikatnie.
-Nie idź...- powiedział Chris ciągle całując moją szyję - ...chodź pojedziemy do mnie. Rodziców nie ma w domu, przecież wiesz jak bardzo tego chcę, jak bardzo chcę ciebie.
-Nie, Chris. Nie mogę uciec ze szkoły, muszę iść na lekcję - powiedziałam zdenerwowana.
Chris przestał całować moją szyję, a ja poczułam jak uderzam plecami w ścianę za mną.
-Au! Co ty robisz! - krzyknęłam do niego, kiedy mnie popchnął.
-Może się w końcu nauczysz, że mi się nie odmawia - krzyknął i odszedł.
Poczułam jak łzy napływają do moich oczów. Znowu. nowu to zrobił. Znowu był agresywny, gdy odmówiłam pójścia do niego i zrobienia "tego". Fakt, czasami wydawało mi się, że jest ze mną tylko dlatego żeby mnie przelecieć, ale nigdy do niczego nie doszło, więc wydawało mi się, że mnie kocha. Tak jak ja jego... Byliśmy razem pięć miesięcy. Zwykle był opiekuńczy, troskliwy i romantyczny, ale też nalegał abym do niego przyszła, gdy nie było jego rodziców w domu, żebym uciekła z nim z lekcji, żebym poszła się z nim upić. Kiedy odmawiałam, robił się ani agresywny i zły, ale nigdy mnie nie zranił, nawet samym popchnięciem, aż do dziś...
-Alice! - z rozmyślań wyrwał mnie głos nauczycielki - Będziesz tu tak stała, czy idziesz do klasy - spytała.
-Idę, idę - powiedziałam wchodząc szybko do klasy.
* * *
Kiedy dzwonek zadzwonił, na mojej pojawił się uśmiech, bo w końcu zaczął się długo wyczekiwany przeze mnie weekend.
____________________________
Więc pierwszy rozdział za nami. Napiszcie w komentarzach, jak wam się podobał.
W razie jakiś pytań, piszcie do mnie na twittera ----> @bieberrar
Drugi rozdział zapewne jutro:)
-Mam dla was dobrą wiadomość- zaczęła pani Adams - w przyszłym tygodniu dołączy do waszej klasy nowy uczeń. Mam nadzieję, że go polubicie...-chciała jeszcze coś dodać, kiedy zadzwonił dzwonek na przerwę.
-W takim razie, do widzenia- zakończyła, kiedy wszyscy zaczęli się już pakować.
-Alice, jak myślisz, ładny jest? - spytała mnie Kate z chytrym uśmiechem
-Aj, daj spokój, ciągle myślisz o chłopakach - skarciłam ją - założe się, że to jakiś kujon, z wielkimi okularami i aparatem na zębach - zaśmiałam się.
-Ha ha, bardzo śmieszne. Co w tym dziwnego, że jestem ciekawa czy on jest ładny? - spytała Kate z irytacją.
-To, że zmieniasz chłopaków raz na miesiąc - powiedziałam oburzona
-Alice, przestań. Z Taylorem wytrzymałam 2 miesiące i...- chciała dokończyć kiedy wyszłam z klasy.
Dzień jak co dzień. Rozmawiamy z Kate o chłopakach, przy czym się kłócimy. Irytuje mnie to, że średnio raz na miesiąc ma innego, ale kocham ją jako moją przyjaciółkę. Wiele razy mi pomogła, a ja jej i mimo wszystkich kłótni, zawsze się godzimy.
-Alice - usłyszałam za sobą - Poczekaj - wołała Kate.
Stanęłam, kładąc lewą rękę na biodro, a w prawej trzymając książki do historii.
-Alice, nie obrażaj się, przecież wiesz, że lubię gadać o chłopakach.
-O niczym innym nie gadasz - powiedziałam niechętnie.
-Dobrze, przepraszam... Co powiesz o zakupach dziś po lekcjach? - spytała uśmiechnięta.
-Powiem...- nie mogłam się na nią gniewać dłużej niż 5 minut - ...tak.
-Super, cieszę się, że nie jesteś już zła - przytuliła się do mnie i dodała - co teraz mamy?
-Oh, Kate... Ty jak zawsze zapominasz - westchnęłam - teraz chemia.
-Więc chodźmy - zaśmiała się i ruszyłyśmy w stronę pracowni chemicznej.
-Zgadnij kto to - poczułam parę rąk zakrywających moje oczy i automatycznie się uśmiechnęłam.
-Chris, co ty tu robisz? Miałeś być na meczu - spytałam całując go w usta.
-Mecz jest za 2 godziny, a ja stęskniłem się za Tobą - powiedział tuląc mnie.
-Aw, gołąbeczki - wtrąciła się Kate - Ja wam nie przeszkadzam i lecę. Pa, Chris - powiedziała mrugając do niego.
-Cześć - powiedział, gdy Kate odchodziła.
-Więc...- Chris patrząc na mnie oblizał usta - ...więc jak bardzo za mną tęskniłaś? - złapał mnie za tyłek i przysunął do siebie.
-Chris, przestań, jesteśmy w szkole, ludzie patrzą - powiedziałam, wyrywając się z uścisku.
-Co mnie obchodzą inni...- powiedział całując mnie w szyję - ...dla mnie liczysz się tylko tylko ty...
Już miałam go odsunąć od siebie, kiedy zadzwonił dzwonek.
-Chris, muszę iść - powiedziałam delikatnie.
-Nie idź...- powiedział Chris ciągle całując moją szyję - ...chodź pojedziemy do mnie. Rodziców nie ma w domu, przecież wiesz jak bardzo tego chcę, jak bardzo chcę ciebie.
-Nie, Chris. Nie mogę uciec ze szkoły, muszę iść na lekcję - powiedziałam zdenerwowana.
Chris przestał całować moją szyję, a ja poczułam jak uderzam plecami w ścianę za mną.
-Au! Co ty robisz! - krzyknęłam do niego, kiedy mnie popchnął.
-Może się w końcu nauczysz, że mi się nie odmawia - krzyknął i odszedł.
Poczułam jak łzy napływają do moich oczów. Znowu. nowu to zrobił. Znowu był agresywny, gdy odmówiłam pójścia do niego i zrobienia "tego". Fakt, czasami wydawało mi się, że jest ze mną tylko dlatego żeby mnie przelecieć, ale nigdy do niczego nie doszło, więc wydawało mi się, że mnie kocha. Tak jak ja jego... Byliśmy razem pięć miesięcy. Zwykle był opiekuńczy, troskliwy i romantyczny, ale też nalegał abym do niego przyszła, gdy nie było jego rodziców w domu, żebym uciekła z nim z lekcji, żebym poszła się z nim upić. Kiedy odmawiałam, robił się ani agresywny i zły, ale nigdy mnie nie zranił, nawet samym popchnięciem, aż do dziś...
-Alice! - z rozmyślań wyrwał mnie głos nauczycielki - Będziesz tu tak stała, czy idziesz do klasy - spytała.
-Idę, idę - powiedziałam wchodząc szybko do klasy.
* * *
Kiedy dzwonek zadzwonił, na mojej pojawił się uśmiech, bo w końcu zaczął się długo wyczekiwany przeze mnie weekend.
____________________________
Więc pierwszy rozdział za nami. Napiszcie w komentarzach, jak wam się podobał.
W razie jakiś pytań, piszcie do mnie na twittera ----> @bieberrar
Drugi rozdział zapewne jutro:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)